Krytycznym Okiem


Zameczek Myśliwski Promnice
 
Dziś zabieram was w podróż do miejsca magicznego. Oddalonego od zgiełku ulic i wielkich metropoli. W lesie, nad jeziorem Paprocińskim  niedaleko od miasta Tychy głęboko w zaciszu drzew w Promnicach ukryty jest zabytkowy Zameczek Myśliwski.

 
 
Historia Promnic sięga XVI w., kiedy to biskup wrocławski Baltazar von Promnic zakupił tereny Wolnego Państwa Pszczyna, w ramach którego wchodziły tereny Promnic. Przez kolejne wieki Promnice były w posiadaniu rodzin Anhaltów, a następnie Hochbergów.
To właśnie przedstawiciel tego rodu - Jan Henryk XI był inicjatorem budowy rezydencji myśliwskiej. W 1861 r. za sprawą nadwornego architekta Olivera Pavelta powstaje zameczek w stylu neogotyku angielskiego.. Sześć lat później po jednym z polowań zameczek spłonął. Dosyć szybko, bo w 1868 r. został odbudowany i wkomponowany w leśny pejzaż.
Zameczek wybudowano z myślą o najznakomitszych gościach zapraszanych na polowania w Puszczy Pszczyńskiej.


 Więcej o tym pięknym miejscu przeczycie TU



Ja napiszę tylko kilka zdań od siebie. Obecnie w Promnicach funkcjonuje hotel i restauracja. Gościłam tam dwukrotnie i miejsce mnie urzeklo, a tutejsza kuchniai smaki z niej wydobywające się na długo pozostaną w pamięci. restauracja w pałacyku to miejsce z innej bajki. Fakt, że obsługują was szarmanccy kelnerzy w białych rękawiczkach już sprawia, że czujemy się tam wyjątkowo.

Restauracja, słynie z lekkiej kuchni, dobrze skomponowanych dań bazujących na produktach sezonowych ( tak to lubię ) Kucharzowi fantazji nie brakuje, a to co najlepsze potrafi wyeksponować w kilku propozycjach. Uwierzcie nie trzeba studiować wielo stronicowego menu, aby wybrać danie idealne dla naszego podniebienia. 
To właśnie dzięki umijętnością tutejszych kucharzy, przekonałam się do dyniu która dotychczas mnie nie zachęcała. Pyszny krem z pieczonej dyni bardzo delikatny z wyczówalną nutką oliwy i szcypta dobrze skomponowanych przypraw, to danie warte uwagi. Sezonowo serwowana gęsina z lampką dobrze skomponowanego czerwonego wina-poezja smaku. A na koniec desery. Pięnie podane , smakujące wybornie. Torcik dyniowo-szafranowy z musem z mango coś niesamowitego. Do tego włoskie ekspresso. Jestem w niebie, Jestem w Promnicach, będę tu wracać.








Moi drodzy, często jest tak że trafiamy do miejsc, które stają się naszymi ulubionymi.Czasem wręcz przeciwnie już po pierwszej wizycie wiemy,że nigdy więcej tam nie zaglądniemy. Podobnie jest z produktami.Zachęceni reklamą kupujemy dany produkt i albo przypada on nam do gustu, albo dochodzimy do wniosku , że reklama kłamie. W tym miejscu postaram sie zamieszczać swoje subiektywne opinie o odwiedzanych miejscach i testowanych produktach. Zachęcam do czytania i wyrażania opinii.

Restauracja Włoska Trattoria Mamma Mia


Tak to już u Nas jest , że raz na jakiś czas  przypada komuś zaszczyt znalezienia odpowiedzi na pytanie- To gdzie idziemy? Tym razem padło na Łukasza G. Uwierzcie mi nie łatwe on miała zadanie, po pierwsze dlatego , że mieszkając w Krakowie od urodzenia coraz ciężej znaleźć miejsca warte odwiedzenia, po drugie i najważniejsze, Łukasz wiedząc jaką ma wybredną szwagierkę ( czyt. Mnie )zdawał sobie sprawę , jak trudno będzie zaspokoić moje oczekiwania ;-)

Padło na Restaurację włoską Trattoria Mamma Mia Mieści się ona w samym centrum Krakowa nieopodal Rynku Głównego na ul. Karmelickiej 14 Możemy do niej wieść od ulicy, bądź też skierować się wprost do sali głównej , która znajduje się w podwórku. Tutejsi bywalcy mówią że przyjście tu z ulicy , wiąże się z tym, że raczej miejsca nie znajdziemy -nam się udało-jednak faktycznie większość stolików była zajęta, a na reszcie widniały karteczki rezerwacja. To już o czymś świadczy pierwszy plus. Już od wejścia wita nas miła obsługa , która wskazuje stolik bądź uprzejmie informuje ,że miejsc nie ma ;-(. Wchodząc do Mama Mia od razu wyczuwamy wspaniały zapach rozchodzący się po całym pomieszczeniu. Zapach oliwy, czosnku ziół. Kolejny plus. Nie cierpię miejsc, z których wychodząc całą garderobę muszę  oddać do prania  bo tak przesiąknięta jest zapachem (smrodem) starego tłuszczu. Zajmujemy miejsce, na kartę nie czekamy zbyt długo. Między czasie mam okazję rozglądnąć się w około. Wystrój prosty nie przekombinowany. Trochę zbyt mało włoski jak na mój gust. Pod ścianami regały z winami i statuetki świadczące o wielu osiągnięciach w świecie kulinarnych rozkoszy.  Przestrzeń właściwie zagospodarowana, nie musimy przeciskać się między stolikami chcąc np. udać się do toalety. Pora skupić się na menu ;-) W karcie dania typowo włoskie, schabowego  tu nie znajdziecie. Plus –idę do włoskiej chcę jeść po włosku ;-).Trudny wybór wiele propozycji , zachęcających do spróbowania. Pizze, makarony, risotto, deski serów, zapiekane warzywa. Nie umiem się zdecydować, moi współtowarzysze dawno wybrali- pizza no. 15 Montanara, Spaghetti alla carbonara i Cannelloni ze szpinakiem i ricottą  zapiekane w sosie pomidorowym. Ja się ciągle waham czy wybrać propozycję Szefa Kuchni – Tagliatelle z łososiem, groszkiem cukrowym i suszonymi pomidorami w sosie z gorgonzoli, czy Risotto ze szpinakiem i gruszką w sosie śmietanowym. I oto nadchodzi rozwiązanie –można zamówić po pół porcji z każdego dania. Tak robię. Na zamówienie nie czekamy długo mimo pełnej sali. Co ważne wszyscy dostajemy nasze dania w tym samym czasie(nie lubię patrzeć jak ktoś je, a mnie żołądek ściska, i odwrotnie samej też jakoś nie sprawia mi to większej przyjemności).
W takim razie oceńmy co tu mamy. Zaczynam od makaronu ( risotto strasznie gorące , ale zdążyłam już w nim dłubnąć , troszkę nie słone). Makaron podobnie, reszta bez zarzutu. Dobrze ugotowany, w kremowym sosie, ze sporymi kawałkami łososia, suszone pomidory dodają tego czegoś, ale nie dominują całego dania. Risotto -, kremowe, bardzo delikatne, szpinak dodany w formie liści , dzięki temu potrawa zachowała ładny jasno kremowy kolor . Troszkę ta gruszka w nim ginie , nie jest specjalnie wyczuwalna, ale mimo to Nic do zarzucenia- Pysznie.  Sól ogólnie dostępna ,podobnie jak świeżo mielony pieprz i oliwa. Moi współtowarzysze też zadowoleni.  Porcje odpowiednie. Z talerzy się nie wysypują się zbędne dodatki w postaci bukietów z sałaty i marchewki. ;-)
Prosimy o rachunek -ceny bardzo przystępne, miałam nawet wrażenie, że nie do końca pasują do krakowskich realiów ( połówki porcji jak podaje karta liczone są jako 60 % na rachunku wychodzi na to, że jednak równo 50%). Wychodzę zadowolona z postanowieniem, że jeszcze tu wrócę, bo jest jeszcze kilka propozycji, których na pewno muszę spróbować;-)

Nie będę przedstawiać wszystkich pozycji z karty, możecie wejść na stronę WWW restauracji i tam się zapoznać się z menu, kartą win i osiągnięciami. Pamiętajcie też, że zanim się tam wybierzecie warto zadzwonić i zarezerwować stolik.






*zdjęcia pochodzą ze strony www restauracji

2 komentarze:

  1. Powinien być tytuł Pochlebnym okiem :) Może kiedyś znów dotrę do Krakowa to być może uda się skosztować dań z tejże restauracji.
    Pozdrawiam Zbigniew P.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam niestety bardzo negatywne wspomnienia z Mama mia.Kiedys zostalam w bardzo nieladny sposob potraktowana wraz z moimi przyjaciolmi przez owczesa kierowniczke sali,czy menadzerke ( funkcji tej pani nie pamieta) ale byla na tyle bezczelna, ze kelner sie zawstydzil I musial za nia tlymaczyc. Od tej pory noga moja ani moich znajomych nigdy tam wiecej nie stanie. Jedzenie maja smaczne, ale jest wiele knajp na tym samym poziomie, wiec za Mama mia dziekuje, tam sie gosci nie szanuje.

    OdpowiedzUsuń